Logowanie

20 dolarów za baryłkę ropy: co to oznacza dla Kanady?

Ponieważ cena ropy nadal nie jest ustabilizowana szczególnie cierpi na tym Alberta. Co dalej z kanadyjską gospodarką? Czy naprawdę jest, aż tak źle?

 

We wrześniu 2008 roku tysiące ludzi denerwowało się nie tylko zbliżającymi się wyborami w USA. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej za baryłkę ropy trzeba było zapłacić do 145 dolarów, aż tu nagle cena ta zaczęła bardzo szybko spadać. Amerykanie byli zmartwieni, że nadal muszą płacić 4 dolary za galon przy dystrybutorach. Pojawił się także lęk o poleganie na Bliskim Wschodzie w sprawach energetyki. 

Pojawiła się, więc konwencja niezależności w tej kwestii. I tak oto wściekle wręcz zaczęto odkrywać kolejne pola naftowe w Teksasie, Dakocie Północnej i w Colorado. Wwiercanie się w ziemię dało największą rewolucję energetyczną, jakiej świat nie widział od dziesięcioleci. Wtedy to cena baryłki ropy West Texas Intermediate spadła o ponad 15 procent. 

Aktualnie snuje się coraz to więcej ponurych prognoz o tym, że cena spadnie jeszcze bardziej. Zeszłej jesieni Goldman Sachs ostrzegł, że zbiorniki magazynowe osiągnęły swoją całkowitą pojemność. W grudniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy stwierdził, że ropa płynąca z Iranu może pchnąć ceny jeszcze bardziej w dół. W tym tygodniu analitycy z Morgan Stanley wycenili baryłkę ropy za 20 dolarów, na podstawie wartości dolara amerykańskiego, który ma tendencję do pchana cen surowców na niższe. 

Inni są jeszcze bardziej pesymistycznie nastawieni i to na dłuższy okres czasu. W listopadzie 2014 roku, kiedy ropa była wciąż powyżej 50 dolarów za baryłkę, amerykański analityk finansowy Gary Shilling, autor „The Age of Deleveraging” przewidywał, że cena za ropę spadnie do 10-20 dolarów za baryłkę i pierwsze co będą musieli zrobić producenci to w pierwszej kolejności znacznie ograniczyć produkcję. W tym tygodniu Shilling ponowił swoje wezwanie. „Studnie są wywiercone, ale jakie są koszta wydobycia ropy? Cena ropy w Zatoce Perskiej jest jeszcze niższa niż w Teksasie”. 

W środku całego kryzysu znajduje się oczywiście Kanada. Początkowy szok zaczął się koncentrować na prowincjach wydobywających ropę: Saskatchewan, Nowej Fundlandii i Labradorze oraz Albercie. W ubiegłym tygodniu Bank of Canada przypomniał kraju, że spadek cen ropy spowodował przycięcie dochodu narodowego Kanady o 50 miliardów dolarów. Następnie bank opublikował wyniki swojej najnowszej koniunktury, która odpytuje przedsiębiorstwa na temat ich inwestycji i optymizmu pracowników i pracodawców.

„Negatywne skutki spadku cen surowców są coraz bardziej odczuwalne w większości regionów” stwierdza raport. Inwestycje biznesowe spadają do najniższego poziomu od 2008/2009 roku, dużo firm także upada. Dla Davida Madani, głównego ekonomisty w Capital Economics jest to znak, że „być może gospodarka jest na progu pełnowymiarowej recesji”. 

 Jednakże w Stanach Zjednoczonych nie brakuje optymistów, którzy wierzą, że ceny tak spadną w dół jak w 2003 roku, kiedy baryłka ropy kosztowała jedynie 70 centów.

W połowie 2014 roku, przed rozpoczęciem katastrofy naftowej skierowano uwagę na dysproporcje między regionami Kanady, które są bogate w ropę. Teraz jest to całkowicie odwrócone, a losy gospodarcze Kanady sprowadzają się do jednego pytania: czy da się zażegnać nieszczęście? 

Od sławnych słów byłego premiera Kanady Stephena Harpera mija 10 lat. O Kanadzie mówił on jako „wyłaniające się energetyczne supermocarstwo”. Nie chodziło o to, że Kanada obronną ręką wyszła z wielkiej recesji. Zazdrośni obserwatorzy w Stanach Zjednoczonych czy Europy chcieli na wzór Kanady wprowadzać ostrożność fiskalną i nadzór regulacyjny. 

Te przekonania i założenia, które potwierdzały kanadyjskie poczucie wyjątkowości gospodarczej zaczął zastępować lęk. 

Nigdzie nie jest to tak bardzo prawdziwe jak w Albercie. Po roku niskich cen ropy zwolniono tam z pracy blisko 40 tysięcy pracowników. Oczekuje się, że 2016 rok przyniesie ich jeszcze więcej. Od tego zaczyna się efekt domina – w całej prowincji ludzie sprzedają nieruchomości, samochody i inne rzeczy. W prowincji odnotowano skok stopy bezrobocia z 4,4 procent w październiku 2015 do 7 procent w styczniu bieżącego roku. 

Tak źle jak w Albercie nie jest nigdzie. Regiony tak zwane nieenergetyczne mają więcej komfortu i trwają w przekonaniach powtarzanych przez polityków, ekonomistów i bankowców. 

Spadek cen ropy i innych surowców również ciąży na kanadyjskiej giełdzie, gdzie spadły one o 20 procent od połowy 2014 roku. Udziały kanadyjskich wielkich banków również odczuwają ból, ponieważ inwestorzy starają się ustalić ich pełną ekspozycję na polach naftowych. Obawy, że kanadyjskie gospodarstwa domowe są bardziej zadłużone niż kiedykolwiek były. 

W tym celu prezesi banków zwołali konferencje dotyczącą usług finansowych, aby móc zapewnić inwestorom stabilność w jakości swoich kredytów dla sektora energetycznego. 

Nadal jednak prezesi martwią się, o mocno zadłużone przedsiębiorstwa energetyczne, które muszą walczyć, aby spłacać swoje kredyty. „Gdy którykolwiek sektor idzie na spowolnienie, banki mają obowiązek odciągać ich od kredytów. To sprawia, że kryzys jest jeszcze większy” mówi David Madani, szef ekonomistów z Capital Economics. 

Kredyty i tak nic by nie pomogły na tak słabym już rynku pracy w całym kraju. Chociaż ostatni raport ze Sratistics Canada za grudzień 2015 roku pokazał, że w przeważającej mierze ludzie albo pracują na własny rachunek albo w niepełnym wymiarze godzinowym. W ubiegłym roku osoby, które rozpoczęły pracę na własny rachunek stanowili więcej nowych miejsc pracy niż zaoferować mógł sektor prywatny i publiczny łącznie. 

Kanadyjski rynek pracy jest aktualnie w kiepskiej formie. Większość owoców i warzyw są importowane, niska wartość dolara oznacza, że sklepy muszą więcej płacić za produkt, a to przenosi się na konsumentów. Z badań przeprowadzonych przez University of Guelph Food Institute wynika, że przeciętny Kanadyjczyk wydał w 2015 roku o 325 dolarów więcej na jedzenie niż rok wcześniej. W tym roku koszta te mogą wzrosnąć o nawet 345 dolarów.

W Kanadzie, kiedy jeden kluczowy sektor słabnie, to cała gospodarka znacznie podupada. Logika podpowiada, że jedne sektory tracą na spadku cen ropy, ale inne skorzystają na tym. 

W rzeczywistości jest tak, że odżywają sektory i regiony, które od dawna były skazane na nieubłagany spadek. Nawet, jeśli dolar osłabł to centralna Kanada skorzystała na całej sytuacji dzięki popytowi na produkty, które kiedyś, dawno temu zostały skreślone. Mowa tu o towarach konsumpcyjnych takich jak elektronika, samochody czy części samochodowe. Wzrostowi uległ eksport towarów do Wielkiej Brytanii i Chin o 36,2 procent i 19,7 procent odpowiednio. Jeśli nie brać pod uwagę krachu energetycznego to gospodarka eksportowa w Kanadzie wzrosła, o co najmniej 13 procent. „Jest to zdrowy wzrost” mówi Mike Holden, ekonomista. 

Rozwój eksportu samochodów do Azji, Meksyku i Stanów Zjednoczonych sprawił, że Fiat Chrysler otworzył nową montownię, dając pracę 8100 ludziom w 2015 roku. Jeden z lokalnych producentów maszyn fabrycznych CenterLine Ltd. zauważył podwójny wzrost sprzedaży swoich produktów. W 2016 roku oczekuje, że będzie jeszcze lepiej i zaliczy 25 procentowy wzrost. Także eksport produktów leśnych podskoczył o 9,4 procent dając dodatkowe 300 milionów dolarów. Także branża meblowa przeżywa rozkwit. Palliser Furniture planuje otwarcie salonu meblowego w Las Vegas dla amerykańskich detalistów. 

Oczywiście Kanada będzie potrzebować dużo więcej nowych miejsc pracy, tak by wypełnić lukę powstałą przez kryzys energetyczny. Ten kryzys ma jednak swoje dobre strony. Niskie ceny paliw sprawiają, że Kanadę coraz częściej odwiedzają turyści, którzy pożyczają samochody i zwiedzają kraj. Turystyka ma teraz szansę na nadrobienie tego, co zaczęła tracić od 11 września 2001 roku, kiedy ataki terrorystyczne w Stanach zjednoczonych drastycznie zmniejszyły liczbę turystów odwiedzających kraj. W ciągu dekady Kanada spadła w rankingu najchętniej odwiedzanych krajów przez turystów z ósmego miejsca na siedemnaste. Liczba turystów spadła o 13 procent. 

Kanadyjczycy coraz chętniej spędzają wakacje w swoim własnym kraju. Kanadę odwiedza coraz więcej Brytyjczyków, Niemców, Chińczyków i Amerykanów. „Dla nas to bardzo ważny zysk” mówi Rob Taylor wiceprezes Tourism Industry Association of Canada. Nie ma, co ukrywać, że najbardziej warci są turyści zagraniczni. 

W Kanadzie rośnie przekonanie, że niska wartość dolara rzeczywiście pobudza konające przemysły, a długoterminowa przyszłość kraju leży w sprzedaży usług dla ludzi w innych krajach. W sierpniu ubiegłego roku na Conference Board of Canada zauważono, że przedsiębiorstwa usługowe najpierw poddane były krótkiej recesji, a teraz stanowi 70 procent PKB kraju. Szczególnie napędzana była gospodarka eksportowa przez usługi świadczone za granicą. 

Aktualnie sny Kanady o byciu supermocarstwem w dziedzinie energii zostały jak na razie brutalnie przerwane. Nie ma jednak żadnych powodów do obaw, że gospodarka Kanady przez kryzys energetyczny stanie w miejscu i zacznie powoli upadać.

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Toronto